środa, 25 maja 2016

Zapraszam!

Hejka,
Jak już wspominałam piszę nowe opowiadanie (na pewno nie zrezygnuję z niego)
Tym razem wrzucam je na wattpada, łapcie linka: http://my.w.tt/UiNb/HfqHXT0kFt 
Nie muszę wysyłać opisu, gdyż pojawi się on po kliknięciu w link, na stronie. Może spodoba Wam się tematyka :)
Zapraszam, do czytania, komentowania itd... Mam nadzieję, że ktoś wpadnie ;)
Pozdrawiam,
God's Daughter

sobota, 14 maja 2016

Informacja

Witajcie,
Muszę z bólem serca ogłosić że kończę z tym opowiadaniem. Niestety nawet nie zdążyłam go rozkręcić, ale to może i dobrze.
Kompletnie brakuje mi na nie weny. Moim problemem jest to, że ze wszystkim się pospieszam... W tym przypadku też tak postąpiłam. Opublikowałam prolog nawet nie zastanawiając się, czy na pewno dam radę dociągnąć to opowiadanie do końca, i teraz wyszło tak, że jednak nie dałam rady i bardzo za to przepraszam. Dziękuję wszystkim którzy tu byli.
Właśnie tworzę nową historię i prawdopodobnie pierwsze rozdziały opublikuję już wkrótce. Tym razem przemyślałam to i podejmuję wyzwanie dociągnięcia do końca. Moim celem teraz jest wattpad, więc tam opowiadanie to będzie. Mogę również stworzyć kolejnego bloga i tam też je publikować, taka gra na dwa fronty.
Jeśli ktoś będzie miał ochotę wpaść to śledźcie mój profil, tam wszystko wrzucam. To tyle...
Dziękuję za przeczytanie, i mam nadzieję do "zobaczenia".
God's Daughter

środa, 6 kwietnia 2016

Rozdział 4: Tajemnicza energia



W ich progu pojawia się męska sylwetka. Patrzymy na siebie. Poznaję, że to Derek. Patrzy na mnie badawczo.
- Hej… - odzywa się pierwszy.
- Hej. - odpowiadam krótko.
Siada koło mnie.
- Co tu robisz? - pyta łagodnie.
- Nie mogę spać. A ty?
- Też nie. Powinnaś być zmęczona. Co się dzieje?
- Jestem zmęczona, ale jak tylko zamknę oczy widzę bolesne dla mnie obrazy.
- Jakie obrazy?
Nie mów mu. Nie mów mu. Przynajmniej nie teraz.
- Nie ważne. Po prostu chcę zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Okej.
Zapada niezręczna cisza.
- Derek… ja naprawdę jestem wdzięczna za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś. – mówię.
Widzę w półmroku, że lekko się uśmiecha.
- Czyżby panna „Poradzę sobie sama” zaczęła mądrzeć?
- Przestań… - W tym momencie jest mi naprawdę wstyd za moje zachowanie. Było żałosne.
- Wiem że nie jesteś w pełni świadoma tego, co się dzieje na świecie, zapewne jak każdy Śmiertelnik przesiadujący w domu. Musisz jednak wiedzieć jak wielkie jest zagrożenie, i że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Ludzkości grozi całkowita zagłada.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- A jednak nie do końca.
- Myślisz że jestem głupia i nie dostrzegam zagrożenia?
- Dostrzegasz je, ale nie w taki sposób w jaki powinnaś.
- Więc oświeć mnie. Jak powinnam je odbierać?
- Wydaje mi się, że póki co powinnaś iść spać. – radzi.
Irytują mnie jego wymijające odpowiedzi. Podnosi się do pozycji stojącej i wyciąga do mnie dłoń, chwytam ją. Nagle czuję niesamowity, rozgrzewający przypływ energii. Wstaję, wciąż nie puszczamy się. Natychmiast patrzę na niego, a on na mnie. Rozpala się we mnie jakaś nieznajoma siła, która sprawia, że naprawdę chce mi się żyć, czuję, że jestem bezpieczna… przy nim. Pojawia się też nadzieja, że nie wszystko stracone.
- Czujesz to? – pytam, a on mocno zastanawia się, jakby szukał wyjaśnienia w swoim prywatnym dzienniczku, jakim jest jego umysł.
Puszcza moją rękę. Energia wraca do normy. Nic nie mówiąc szybko wchodzi do domu.
To było… niezwykłe? Wciąż jestem oszołomiona i wręcz zachwycona. Jest to też zarazem trochę przerażające. Mam mieszane uczucia. Koniecznie muszę się dowiedzieć co czuł Derek.
Ja również wchodzę do domu. Wracam do pokoju i myśląc o Nim spokojnie zasypiam.

piątek, 25 marca 2016

Rozdział 3: Nowy dom



EDIT: zmieniłam imię "Alec" na "Derek" ze względu na to że przestało mi pasować pierwsze. Miłego czytania!

Przed nami ukazuje się wielki hol, dosłownie jak w zamku. Stoi w nim kilka osób, dwie rozmawiają ze sobą, ktoś inny szuka czegoś, a jeszcze inna osoba stoi i przegląda mapę.
Derek rozgląda się.
- Zaczekaj tu. – mówi i podchodzi do faceta z mapą.
Zaczynają rozmawiać po czym zerkają na mnie i znów rozmawiają.
Potajemnie podchodzę bliżej, żeby słyszeć co mówią.
- Jest jak dziecko. Nie ma pojęcia o niczym, nie ma tej świadomości. – przekonuje go Derek.
- Chcesz zaważyć życie wszystkich dla jakiejś laski z ulicy?
- Czuję, że możemy jej zaufać.
- Czujesz? Chyba żartujesz że to mnie przekona. Doskonale wiesz w co się wpakujemy jeśli ją przyjmiemy.
- Przecież nie będzie nam przeszkadzać.
- Twoja potrzeba pomocy jest nam bardzo nie na rękę Derek.
- Mam ją wyrzucić na miasto, żeby została zabita?
- Jeśli jest taka konieczność.
- Dean…
Stoję i milczę udając że ich nie słyszę. Czemu on tak o mnie walczy? Cieszę się, ale nie rozumiem… przecież zna mnie zaledwie 30 minut. Właściwie, jeśli będzie trzeba to obędę się bez ich pomocy.
Podchodzę bliżej. Dean mierzy mnie wzrokiem.
- Dziękuję Derek, ale jak widać nie ma tu dla mnie miejsca. Poradzę sobie sama. – mówię beztrosko. Trzeba zgrywać pewną siebie.
- Widzisz? – pyta Derek wskazując na mnie z nadzieją przekonania go.
- Niech idzie skoro się nie boi. Zrozumie jaki błąd popełniła opuszczając schronienie.
Trafia w czuły punkt. Nie ma pojęcia dlaczego opuściłam mój dom. To wciąż jest dla mnie nie do pojęcia. Mimo ciosu staram się zachować zdeterminowaną postawę.
- W takim razie idę z nią. – Derek oznajmia stanowczo.
- Żartujesz? – niedowierzam, Dean tylko patrzy na niego srogo.
Nie ma mowy żeby zostawił swoich ludzi dla mnie.
- Możesz dokonać wyboru. Albo oboje zostajemy albo oboje odchodzimy.
- Jesteś nie do zniesienia. Bierzesz za nią całkowitą odpowiedzialność. – odpuszcza w końcu i odchodzi. Derek uśmiecha się do mnie zwycięsko, to rozgrzewa moje serce.
- Naprawdę poszedłbyś ze mną? – pytam.
- Powiedziałem to bo wiedziałem, że dzięki temu da się przekonać.
- Więc tak naprawdę nie poszedłbyś? – Muszę to wiedzieć.

środa, 9 marca 2016

Rozdział 2: Nieustraszony


Przejechaliśmy kilkaset metrów, siedzę wśród dziesiątki obcych mi ludzi, jest strasznie ciasno i nieprzyjemnie. Jeszcze chwila i będę mogła wyskoczyć.
Teraz nikt się nie spodziewa. Dobrze że siedzę przy drzwiczkach.
Chwytam za klamkę, otwieram, i wyskakuje na oślep. Słyszę krzyki, ale nikt nie wysiada za mną. Udało się!
Jestem na jakiejś ulicy, szybko chowam się w pobliskim sklepie, na szczęście jest otwarty. Patrzę jak wszystkie wozy przejeżdżają. Kiedy robi się pusto wychodzę.
Muszę zorientować się gdzie jestem… Na tabliczce na jednym z bloków widnieje napis „State Street”. Nie wiem jak dojść stąd do Chloe. Ruszam przed siebie. Liczę na to, że los da mi jakąś szansę.

~*~
Krążę po mieście. Co jakiś czas mija mnie wóz wojskowy, na szczęście nie zauważają mojej osoby.
Kończy się jedna ulica i zaczyna druga. Nigdy tu nie byłam. Ta opustoszałość mi nie pomaga.
Mogłabym zapytać się którejś z obcych rodzin czy by mnie nie przyjęli ale to oczywiste, że tego nie zrobią.
Nagle słyszę coś, mija mnie jakiś pędzący chłopak, zaraz za nim jedzie jeden z wozów wojskowych. To pewnie pościg Nieustraszonego. Pierwszy raz to widzę i muszę przyznać, że budzi dreszczyk emocji.

niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 1: Baza wojskowa



Celem ludzkości jest powrót do normalności. Wciąż poszukiwane jest lekarstwo.
Chcę wrócić do normalnego życia. Jestem zwykłą dziewczyną która lubi oglądać filmy, czytać książki i spotykać się ze znajomymi. Tymczasem siedzę na kanapie i słucham radia w którym lecą komunikaty o zagrożeniu albo pocieszające piosenki… Kto w ogóle siedzi w tej wieży radiowej?
Jak zwykle martwię się czy tata wróci do domu ze swojego dyżuru na mieście. Jest wojskowym. Akurat dzisiaj wypada jego zmiana i patroluje miasto.

Społeczeństwo podzielone zostało na kilka grup mianowicie: „Śmiertelnicy” czyli zwykli bezbronni ludzie, w tym ja i moja mama, „Wojskowi” pilnujący porządku m.in. mój tata, „Nieustraszeni” czyli buntownicy działający na własną rękę, no i „Zarażeni” czyli bezlitosne mutanty.
Oto nasz świat.

Jestem przerażona. Rodzice pocieszają mnie, że w końcu wszystko wróci do normy, skończę studia, dostanę mieszkanie i będę mogła ułożyć życie jak tylko chcę. Ale ja widzę że sami nie są pewni tego co mówią.
Minął miesiąc. Miesiąc od rozpoczęcia epidemii, a dla mnie wciąż to wszystko jest obce. Wiem tylko z opowieści taty że stale trwają różne patrole po mieście, w celu zabijania zarażonych, oraz że codziennie pod każdy dom i blok podjeżdża ciężarówka z jedzeniem, ponieważ sklepy są pozamykane. Pod żadnym pozorem tata nie pozwala mi i mamie wychodzić z domu. Czuję się jak 10-latka, a nie 19-latka.

sobota, 20 lutego 2016

Prolog




Życie było bajką. Codziennie budziłam się z uśmiechem. Wykonywałam zwykłe czynności jak normalny człowiek. Dostałam się na wymarzone studia i miałam wspaniałych przyjaciół.
Byłam szczęśliwym człowiekiem.
Wszystko zmieniło się w ciągu jednego dnia.
Społeczeństwo zaczęło żyć w strachu i niepokoju.
Świat opanowała zaraza mutująca ludzi.
Lekarze próbują odnaleźć lekarstwo.
Nie byłam na mieście od miesiąca, pozostało mi tylko wyglądanie przez okno, choć często nawet tego się boję.
Mamy coraz mniej czasu. Epidemia opanuje całą planetę.
Czy ktoś lub coś da radę uratować ludzkość? Przywróci świat do normalnego funkcjonowania? Czy doczekam się dnia, w którym będę mogła zacząć znów prawdziwie żyć?

~~~~~~~~~~~~
Hej,
W prologu nie pojawił się wątek miłosny, co nie oznacza że go nie będzie a wręcz przeciwnie ;)
Nie jestem dobra w pisaniu prologów więc przepraszam za to dziwactwo. 
Mam nadzieję że spodoba Wam się to co stworzę. 
Przypominam że bohaterów zostawiam na wolną wyobraźnię, tzn. że możecie sobie wyobrazić kogo tylko chcecie ;)
Niedługo powinien pojawić się 1 rozdział. Który (mam nadzieję) będzie ciekawszy.
Tymczasem żegnam się. Jeśli chcecie to komentujcie. Sprawia mi to wielką przyjemność i motywuje.
Pozdrawiam,
God's Daughter

piątek, 19 lutego 2016

Krótkie powitanie

Witam!
Na imię mam Klaudia lecz przyjmuję pseudonim "God's Daughter". Nie jest to mój pierwszy blog. Postanowiłam zacząć nowe opowiadanie. Tytuł brzmi "Let's play with time, death and love" czyli "Zagrajmy z czasem, śmiercią i miłością". Tematyka, jaką będziecie mogli poczytać jest dla mnie nowa, więc z góry przepraszam za wszelkie niedociągnięcia. Jeśli chodzi o bohaterów to pozostawiam ich Waszej wyobraźni, nie będziemy się bawić w dobór aktorów. Wyobraźcie sobie kogo tylko chcecie.
Mam nadzieję że spodoba Wam się moja "twórczość" i będziemy wspólnie przeżywać tą przygodę.
Pozdrawiam,
God's Daughter