środa, 9 marca 2016

Rozdział 2: Nieustraszony


Przejechaliśmy kilkaset metrów, siedzę wśród dziesiątki obcych mi ludzi, jest strasznie ciasno i nieprzyjemnie. Jeszcze chwila i będę mogła wyskoczyć.
Teraz nikt się nie spodziewa. Dobrze że siedzę przy drzwiczkach.
Chwytam za klamkę, otwieram, i wyskakuje na oślep. Słyszę krzyki, ale nikt nie wysiada za mną. Udało się!
Jestem na jakiejś ulicy, szybko chowam się w pobliskim sklepie, na szczęście jest otwarty. Patrzę jak wszystkie wozy przejeżdżają. Kiedy robi się pusto wychodzę.
Muszę zorientować się gdzie jestem… Na tabliczce na jednym z bloków widnieje napis „State Street”. Nie wiem jak dojść stąd do Chloe. Ruszam przed siebie. Liczę na to, że los da mi jakąś szansę.

~*~
Krążę po mieście. Co jakiś czas mija mnie wóz wojskowy, na szczęście nie zauważają mojej osoby.
Kończy się jedna ulica i zaczyna druga. Nigdy tu nie byłam. Ta opustoszałość mi nie pomaga.
Mogłabym zapytać się którejś z obcych rodzin czy by mnie nie przyjęli ale to oczywiste, że tego nie zrobią.
Nagle słyszę coś, mija mnie jakiś pędzący chłopak, zaraz za nim jedzie jeden z wozów wojskowych. To pewnie pościg Nieustraszonego. Pierwszy raz to widzę i muszę przyznać, że budzi dreszczyk emocji.
  ~*~
Mam dosyć przemierzania tego pieprzonego miasta bez końca, czekam już tylko aż zaatakuje mnie jakiś zarażony.
Strasznie chce mi się pić. O proszę… Przede mną ukazuje się sklep spożywczy. Wchodzę do środka, oczywiście pusty. Tylko towar pozostał na półkach. Szukam butelki wody, przez co muszę wejść dalej. Jest! Szybko sięgam po napój, otwieram i piję.
Od razu lepiej.
Nagle słyszę że coś spada w innej części sklepu. Delikatnie wychylam się zza półki. O cholera… to zarażony. Chciałam to mam.
Nigdy nie widziałam ich żywych. Teraz widzę, oszpecone twarze, skrzywiona postawa oraz wydawanie przerażających dźwięków. Co mam robić?
Po cichu przechodzę chowając się za innymi półkami. Jeszcze mnie nie zauważył. Zbliżam się do wyjścia. Dotykam klamki, lekko naciskam, drzwi otwierają się, ale wydają głośne skrzypienie. Zarażony szybko podnosi wzrok, krzyczy i zaczyna biec w moją stronę. Pędzę na zewnątrz. Odwracam się, wyszedł za mną. Uciekam wzdłuż ulicy. Gdzie mam się schować? Szybko… W sklepie nie bo mnie znajdzie. Pod impulsem skręcam w boczną uliczkę.
To ślepy zaułek, zajebiście. Już chcę się wrócić, ale mój towarzysz odnajduje mnie. Szybki jest. Podbiega, jest coraz bliżej. Kulę się w nadziei że to coś da. To koniec, będę mogła dołączyć do rodziców.

Czekam, ale nie zbliża się bardziej. Co jest? 
Prostuję i odsłaniam się.
Moim oczom ukazuje się chłopak przytrzymujący wyrywającego się zarażonego, strzela do niego i ten pada na ziemię.
Patrzę na mojego wybawiciela. O cholera… Idealne rysy twarzy, czarne zmierzwione włosy i imponująca budowa ciała współgrająca z czarną bokserką, ciemnymi spodniami i rękawicami bez palców. 
Podchodzi do mnie, jego brązowe oczy wypalają dziurę w moim umyśle.
- Nic ci nie jest? – Pyta przeszywając mnie wzrokiem.
- N-nie. – Odpowiadam oszołomiona tą sytuacją.
- Co tu robisz?
- Uciekam przed zarażonym. – odpowiadam najoczywistszym tonem jak tylko potrafię.
- Wyszłaś na miasto nie mając przy sobie żadnej broni?
- Jak widać.
- To najgłupsza rzecz jaką można teraz zrobić. – stwierdza. Wiem co robię, poza tym nie miałam skąd wziąć broni.
- No i co? Żyję.
- Dzięki mnie.
- Tak… Dziękuję.
Przeładowuje magazynek w pistolecie a następnie wkłada broń do tylnej kieszeni spodni. Stoję koło niego i nie wiem co mam robić.
- Co teraz? Zostawisz mnie tu? – pytam.
- Powinienem. Ale nie zrobię tego bo zginiesz.
- Nie musisz być moją niańką.
- Nie, po prostu nie chce mieć na sumieniu laski w potrzebie. – oznajmia, a ja prycham.
- Tak w ogóle, to jestem Rachel. – przedstawiam się.
- Derek.
- Jesteś Nieustraszonym?
- Tak.
Zaczynam się obawiać.
- Gdzie mnie zabierzesz?
- Do naszej kryjówki. Chodź. – nakazuje. Podążam za nim.
Każdy ratunek jest dobry…
Wychodzimy na ulicę.
Po kilku minutach ciszy postanawiam się odezwać.
- Więc… czemu wojsko tak nie toleruje Nieustraszonych?
- Będąc na mieście przyciągamy uwagę zarażonych, i wprowadzamy ich w miejsca gdzie znajdują się domy śmiertelników, nie wszystkich udaje nam się zabić, więc ludzie narażeni są na atak zarażonych.
- Czyli przez was giną bezbronni ludzie.
- Nie mamy pewności czy giną, jest taka możliwość, ale wydaje mi się że się obronią.
- Nie rusza was to ryzyko? Nie możecie po prostu przestać i czekać w spokoju aż znajdą lekarstwo?
- Ryzyko to nasz żywioł. I nie znajdą lekarstwa. – mówi z całkowitym przekonaniem.
- Kiedyś muszą. – pocieszam sama siebie.
- A ty skąd się tu wzięłaś?
- To nieciekawa historia…
- Chętnie posłucham.
Opowiadam mu moją przygodę, pomijając bolesny fakt o rodzicach.
- Naprawdę dałaś radę sama im uciec?
- Tak. Nawet nie wysilali się żeby mnie gonić. Jedna dziewczyna mniej czy więcej raczej nie robi im różnicy.
- Robi. Zbierają jak najwięcej ludzi, liczy się każdy.
- Więc czemu mnie nie gonili?
- Bo nie mogli się zatrzymać i ryzykować ucieczką innych.
- Skąd to wiesz?
- To jest do przewidzenia. – mówi, w sumie może i racja.

~*~
Na szczęście bez żadnych problemów docieramy do ogromnego domu na końcu rozległej North Street. Stresuję się reakcją innych Nieustraszonych na mój widok.
- Co jeśli każą mi się wynosić? - pytam Derek'a.
- Załatwię to. – odpowiada pocieszająco.
Wchodzimy do środka.

~~~~~~~~~~ 
Witam!
Tym razem krótki rozdział, ale trochę się dzieje.
Mamy kolejnego bohatera, mianowicie Derek'a.
Mam nadzieję że podoba Wam się ten rodzaj opowiadania,
jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie do mnie na priv (wszystko w zakładce kontakt)
Zapraszam do komentowania jak ktoś tu jest ;)
Pozdrawiam xx
God's Daughter

5 komentarzy:

  1. Super bardzo mi się podoba
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam w wolnym czasie do mnie
      http://nie-oczekiwana-milosc.blogspot.com/
      Pozdrawiam
      😉
      Marzena

      Usuń
  2. 1. Główna bohaterka zaczyna mnie powalać swoją głupotą - okey, wcześniej była w szoku, nie myślała - wyszła bez namysłu. Ale teraz już ochłonęła - jeśli ma to cel bezpieczeństwa i szybkości - jadą jakieś 120/h. Chyba że to pancernik i wlecze się - ale wtedy co sprawniejszy żołnierz mógłby wyskoczyć za nią, związać jej własnymi jelitami i wnieść ją z powrotem. I serio? Oni NAPRAWDĘ ich nie zamknęli, wierzyli, że przecież grzeczne dzieci, nie będą uciekać, czy podali im jakieś leki w tej zupie...? To ma sens.
    2. Czemu nie zrobią? A może akurat, nigdy nie wiadomo, serio, chodziła na studia, jej rodzice mieszkali i ona nie ma ŻADNYCH ZNAJOMYCH opróćz Chloe?
    3. Nikt jeszcze nie wlazł do tego sklepu? Wojsko? Zbuntowani? Dlaczego...? W sensie okey, ja rozumiem, że mogło to zostać uznane za niestabilne albo skażone, ale bohaterka o niczym takim nie wspomina.
    4. Nie lepiej byłoby wypić energetyka? Wypchać wszystkie kieszenie, torby, inne otwory wysokokalorycznym jedzeniem i spierniczać, a pić tam, gdzie jest bezpiecznie?
    5. Wyczuwam ten iście pasujący do warunków tró loff. Dobra, czepiam się, może będzie z tego coś dobrego.
    6. Ja wiem, realia gier i filmów - ale broń przy takim traktowaniu szybko się zniszczy. Boję się, że krótka z tego droga to ognia ciągłego ognia (jakaś sekunda strzałów, chyba że to przystosowana broń z długim magazynkiem)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieustraszeni kojarzą mi się z Niezgodną xD
    Dobrze, że Rachel uciekła, ale irytuje mnie swoim charakterem.
    Dziwi mnie trochę, że sklep tak nagle pojawił się, gdy akurat go potrzebowała i była woda... Chyba, że to jakieś zadupie i rzadko kto tam bywał XD
    Chloe albo będzie Nieustraszoną, albo już się nie spotkają xD
    Czekam na kolejny
    avia
    xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieustraszeni mmmm Ktoś tu chyba czytał/oglądał Niezgodną :D

    Ja tam lubię charakter Rachel, chociaż ta sytuacja z wyskoczeniem z samochodu była trochę dziwna. Fajny pomysł, ale mało realne ;p Mniejsza o to. Cały czas czekałam na ten wątek miłosny, a którym pisałaś w prologu i czuję że się zbliża ^^ Czarne zmierzwione włosy, brązowe oczy ahh ideał :D xd
    Fajny rozdział!

    OdpowiedzUsuń