środa, 6 kwietnia 2016

Rozdział 4: Tajemnicza energia



W ich progu pojawia się męska sylwetka. Patrzymy na siebie. Poznaję, że to Derek. Patrzy na mnie badawczo.
- Hej… - odzywa się pierwszy.
- Hej. - odpowiadam krótko.
Siada koło mnie.
- Co tu robisz? - pyta łagodnie.
- Nie mogę spać. A ty?
- Też nie. Powinnaś być zmęczona. Co się dzieje?
- Jestem zmęczona, ale jak tylko zamknę oczy widzę bolesne dla mnie obrazy.
- Jakie obrazy?
Nie mów mu. Nie mów mu. Przynajmniej nie teraz.
- Nie ważne. Po prostu chcę zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Okej.
Zapada niezręczna cisza.
- Derek… ja naprawdę jestem wdzięczna za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś. – mówię.
Widzę w półmroku, że lekko się uśmiecha.
- Czyżby panna „Poradzę sobie sama” zaczęła mądrzeć?
- Przestań… - W tym momencie jest mi naprawdę wstyd za moje zachowanie. Było żałosne.
- Wiem że nie jesteś w pełni świadoma tego, co się dzieje na świecie, zapewne jak każdy Śmiertelnik przesiadujący w domu. Musisz jednak wiedzieć jak wielkie jest zagrożenie, i że nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. Ludzkości grozi całkowita zagłada.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- A jednak nie do końca.
- Myślisz że jestem głupia i nie dostrzegam zagrożenia?
- Dostrzegasz je, ale nie w taki sposób w jaki powinnaś.
- Więc oświeć mnie. Jak powinnam je odbierać?
- Wydaje mi się, że póki co powinnaś iść spać. – radzi.
Irytują mnie jego wymijające odpowiedzi. Podnosi się do pozycji stojącej i wyciąga do mnie dłoń, chwytam ją. Nagle czuję niesamowity, rozgrzewający przypływ energii. Wstaję, wciąż nie puszczamy się. Natychmiast patrzę na niego, a on na mnie. Rozpala się we mnie jakaś nieznajoma siła, która sprawia, że naprawdę chce mi się żyć, czuję, że jestem bezpieczna… przy nim. Pojawia się też nadzieja, że nie wszystko stracone.
- Czujesz to? – pytam, a on mocno zastanawia się, jakby szukał wyjaśnienia w swoim prywatnym dzienniczku, jakim jest jego umysł.
Puszcza moją rękę. Energia wraca do normy. Nic nie mówiąc szybko wchodzi do domu.
To było… niezwykłe? Wciąż jestem oszołomiona i wręcz zachwycona. Jest to też zarazem trochę przerażające. Mam mieszane uczucia. Koniecznie muszę się dowiedzieć co czuł Derek.
Ja również wchodzę do domu. Wracam do pokoju i myśląc o Nim spokojnie zasypiam.
~*~
Budzi mnie hałas. Patrzę na łóżko obok, jest puste. Zegarek wskazuje godzinę 6 rano. Wstaję, na stoliku obok mojego łóżka dostrzegam złożone ubrania. Wychodzi na to że mam je założyć. Pewnie Crystal mi je dała. W sumie to te co mam na sobie zdążyły się zniszczyć po wyprawie.
Biorę w rękę ciuchy i wychodzę. Hałas nie ustaje, a ja nie mogę ustalić co to właściwie jest. Kieruję się do łazienki, akurat jest wolna. Jest w niej prysznic, jestem ciekawa czy wciąż mają dostęp do wody… Co ja gadam, pewnie mają prywatną studnię. Odkręcam mały zawór od prysznica, woda zaczyna swobodnie spływać.

~*~
Ubieram się w nowe ciuchy. Obcisła bluzka, skórzana kurtka i dopasowane spodnie, wszystko w kolorze czarnym. Są całkiem wygodne. Wychodzę z łazienki i kieruję się w stronę zagadkowego hałasu. W holu wyraźniej go słychać, to jakieś uderzenia, co chwila inne rodzaje, dobiegają z dołu. Podchodzę do schodów, już chcę schodzić…
- Hej, Rachel! – słyszę wołanie. Odwracam się, to chyba Tony, wciąż waham się co do imion. Podchodzi do mnie. – Co tu robisz? – pyta patrząc na mnie, na schody prowadzące w dół i znów na mnie.
- Cześć, chciałam sprawdzić co to za dźwięki. – wyjaśniam.
- Nie musisz. Chodź, pójdziemy do kuchni, zapewne jesteś głodna. – mówi lekko popychając mnie w stronę wspomnianego pomieszczenia. Sprytne odwrócenie uwagi, ale ja się nie dam.
- Nie jestem głodna, chce zobaczyć co tam się dzieje.
- Nie powinno cię to interesować. Nie mieszaj się w sprawy, które cię nie dotyczą. – ostrzega łagodnie.
- Ale…
- Chodźmy już stąd. – przerywa mi i prowadzi do kuchni.
Jeszcze nie wiem jak, ale się dowiem o co chodzi. Zaczynam bać się tego, co tu się dzieje. Może to nie moja sprawa, ale jeśli tu mieszkam, to należą mi się jakieś wyjaśnienia.
Siadamy na podłodze. Dostaję 3 kromki chleba, masło i kilka warzyw. Ogarnia mnie głód, zjadam i popijam wodą. Tony również je swoją porcję.
- Myślałam że śniadanie też jedzą wszyscy razem. – komentuję.
- Akurat ten posiłek każdy je kiedy chce. – wyjaśnia.
- Jeszcze wiele do odkrycia przede mną.
- Dasz radę. – mówi i uśmiecha się. Bardzo dobrze czuję się w jego towarzystwie.
- Możesz wprowadzić mnie do najważniejszych rzeczy. – proponuję i lekko się śmieję.
- Jasne, nie ma sprawy. No więc… ogólnie przez cały dzień prowadzimy obchody miasta. Rano wychodzą dwie osoby, po południu trzy, a wieczorem cztery.
- I co właściwie robicie? Jaki jest tego sens?
- Zabijamy Zarażonych i w miarę możliwości staramy się dowiedzieć czegoś więcej niż lekarze czy wojsko.
- Próbujecie znaleźć źródło zarazy?
Nie otrzymuję odpowiedzi, do kuchni wchodzi Derek. Od razu przypomina mi się sytuacja z nocy. Patrzymy na siebie. Jego spojrzenie wręcz przenika mnie na wylot.
- Cześć stary, siadaj z nami. – Tony przerywa nasz kontakt wzrokowy.
- Dean chce z tobą pogadać. Czeka tam gdzie zawsze. – informuje.
- Co tym razem? – pyta sfrustrowany Tony.
- Nie wiem, chyba ustala patrole.
- O rany… To idę. Do zobaczenia! – żegna się i wychodzi. Ja wstaję. Derek patrzy na mój ubiór.
- Crystal dała mi nowe ciuchy. – mówię.
- Pasują ci… - odpowiada.
- Dzięki. - Nienawidzę tej niezręczności.
- Dałaś radę zasnąć?
- Po naszym spotkaniu tak.
- To dobrze. Muszę iść, widzimy się później. – oznajmia, patrzy na mnie przez chwilę, jakby chciał coś dodać, ale wychodzi.
Dlaczego tak się dystansujesz ode mnie Derek’u?

~*~
Cały dzień spędzam na wsłuchiwaniu się w rozmowy chłopaków, czasem uczestniczeniu w nich, kręceniu się po dozwolonych częściach domu oraz na zastanawianiu się gdzie jest Derek i co robi.
Kiedy nadchodzi pora rozejścia się wszystkich do pokoi, czuję że ktoś staje blisko mnie.
- Chcę cię gdzieś zabrać. – mówi, a we mnie rozlewa się fala ciepła. Patrzę na niego. – Tylko nie teraz. Nad ranem, tuż przed wschodem słońca.
- Jak? Jeśli zasnę to nie wstanę.
- Poczekaj aż Crystal zaśnie, otwórz mi drzwi, wtedy wejdę do pokoju i dopilnuję żebyś wstała. – objaśnia plan i uśmiecha się zabójczo.
- Mam cię wpuścić do naszego pokoju? – pytam wahając się.
- Nie jesteśmy w akademiku Rachel.
- Ty nie będziesz spał?
- Nie.
- Jesteś pewien...
- Tak, mną się nie przejmuj, a teraz idź już. Będę czekał pod drzwiami. – mówi. Pod wpływem presji szybko idę do pokoju.
Crystal leży już w łóżku.
- No wreszcie jesteś. Chcę już iść spać. Gaś te światło. – Zakrywa się poduszką.
Wciskam wyłącznik, światło gaśnie a ja kładę się do łóżka.
Leżę i patrzę się w sufit. Derek czeka pod drzwiami, Derek czeka pod drzwiami… Wsłuchuję się w miarowe oddechy Crystal. Śpi.
Niepewnie podnoszę się. Po chichu podchodzę do drzwi i je otwieram. Pojawia się w nich sylwetka szatyna. Wpuszczam go. Siada na podłodze koło mojego łóżka. Gestykuluję wskazując żeby usiadł na moim łóżku. A on również wskazuje na łóżko i pokazuje że mam tam spać. Bardzo się myli jeśli myśli, że zasnę ze świadomością, że siedzi koło mnie. Kładę się do tego łóżka. To byłby dobry moment na rozmowę, ale wolę nie budzić Crystal.
Leżąc ani drgnę, chłopak moich marzeń siedzi na podłodze pod moim łóżkiem, na którym właśnie leżę. Cóż za niecodzienna okoliczność. Widocznie bardzo zależy mu na tym, żebym choć trochę się wyspała. Ma rację, nie wydaje mi się żeby chciał ciągać ze sobą żywego trupa.

~*~
Cudem udaje mi się zasnąć. Z lekkiego snu budzi mnie delikatne szturchanie. Otwieram oczy i od razu przypominam sobie co się dzieje i co ma nastąpić. Przecieram powieki i podnoszę się. Przede mną ukazuje się smukła sylwetka Dereka. Czeka aż całkowicie wstanę, kiedy to robię wskazuje na okno. No tak, obowiązuje nas tylko gestykulacja zamiast rozmów.
Podchodzimy do okna, Derek otwiera je najciszej jak się da. Wychodzi przez nie pierwszy, rozgląda się czy nie ma w pobliżu zagrożenia i daje mi znak żebym schodziła. Na szczęście nie jest tak wysoko jak myślałam. Dołączam do niego i muszę przyznać że czuje podekscytowanie. Na dworze jest już szaro, co oznacza, że słońce niedługo pojawi się na horyzoncie.
- Gotowa? – wreszcie mogę usłyszeć jego głos.
- Powiedzmy.
- Chcę ci coś uświadomić. – mówi.
- Co masz na myśli? – pytam nieco zaniepokojona.
- Zobaczysz. Chodź za mną.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam!
Długo przymierzałam się do tego rozdziału, ale po prostu cały czas coś mi wypadało albo mnie rozpraszało, więc zaważyło na czasie dodania. Ostatecznie wyszło właśnie to powyżej. Jak zwykle mam nadzieję, że się podoba.
No więc... jak widzicie, dziwne zjawiska zaszły między Rachel a Derek'iem. Ale spokojnie, to dopiero początek. 
Kolejny rozdział prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Dziękuję za komentarze pod poprzednim.
Oczekuję jakiś i tutaj :)
Pozdrawiam,
God's Daughter

4 komentarze:

  1. Wspaniałe ^^
    Serio.... nawet nie wiesz jak bardzo jestem ciekawa gdzie on ja zabiera ...

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM TWÓJ BLOG! Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ^^
    Świetnie opisujesz, nie przeciągasz zbędnymi opisami i fabuła wciąga.
    Mam pewne przypuszczenia, jeśli chodzi o to co mniej więcej się dalej stanie. Ahhh uwielbiam relacje Rachel i Dereka :)
    Pozdrawiam i ślę wenę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie się to wszystko rozkręca... Fabuła nawet wciągająca. Przyjemnie się to czyta, ale tak jak ja nie masz pojęcia o wojsku i survivalu.
    Tak, niewiele wiem o wojsku i wojnie, ale skoro oni wszyscy są wyjęci spod prawa, to skąd mają pożywienie? Uprawiają warzywka za domem? Wojsko raczej nie karmi rebeliantów.
    Dodatkowo, trzy kromki chleba z masłem to dość mało kalorii, nawet jak na osobę, która cały dzień siedzi w domu. Jeśli wyruszy na misję, to daj jej do jedzenia coś więcej, bo umrze nam z głodu. Albo dodaj jakiś opis przeżyć wewnętrznych o tych bardziej przyziemnych sprawach, nie wiem, jaka jest głodna czy chce się jej siku. Samo wzdychanie do Dereka nie wystarczy.

    Moim zdaniem powinnaś dodać trochę funkcjonowania grupy nieustraszonych - taki przerywnik od życia typowych nastolatek czasem się przydaje, ale co ja tam wiem.

    Jeśli już robisz zakładkę z bohaterami, radziłabym ci napisać coś więcej niż ich imiona i nazwiska, chociażby krótki opis tego, co napisałaś o nich w rozdziałach, aby czytelnik mógł przypomnieć sobie coś o bohaterach bez mozolnego szukania w opowiadaniu. Same imiona i nazwiska nie są nikomu potrzebne.

    Jeszcze tylko zdania do gramatyki - poległaś na poprawnym zapisie dialogu. Lepiej go sobie przypomnij, bo to trochę koli w oczy. I nie potrzebnie dodajesz apostrofę do odmiany imienia Derek.

    Tak przy okazji zapraszam na mojego nowego bloga o podobnej tematyce: http://patrz-w-przyszlosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawy wpis, wpadnij też do mnie, nie pożałujesz :) ekologiczny wypas owiec

    OdpowiedzUsuń